Tytuł:   Świat Obrabiarek
Wydawca:   Marcosta
Częstotliwość:   dwumiesięcznik
Nakład:   2000-3000 egz.
Rok założenia:   2006
ISSN:   1895-6564

         Strona Gwna               O Nas / About Us               Prenumerata               Fotorelacje               Dotacje unijne               Kontakt               Po pracy

   Jednym zdaniem

Niezależnie od kryzysu doszliśmy do granicy pewnej koncepcji rozwoju gospodarczego (prof. Jerzy Hausner)


Warning: include(./bannery.php) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /pismo/9-10_08_1.php on line 142
 


Nieatrakcyjna pięćdziesiątka

Polska, tak jak reszta kontynentu, starzeje się w szybkim tempie. Pogarszające się proporcje pracujących do niepracujących niosą ze sobą określone skutki społeczne i ekonomiczne. O ile jednak w Unii opracowuje się kolejne strategie aktywizujące seniorów, u nas nadal najchętniej „wypycha się” ich z rynku pracy.

Socjologowie przestrzegają przed - określaną z przekąsem - wizją „geriatrycznego tsunami”, które uderzy w budżet państwa, zachwieje systemem ubezpieczeń społecznych, zdemoluje rynek pracy. Coraz więcej Polaków nabywa praw do emerytury i chętnie sięga po przywileje, pozwalające na wczesne wycofanie się z życia zawodowego. Populacja seniorów liczy 6,336 mln, to 16,6 proc. ogółu ludności kraju. Z badań porównawczych wynika, że Polska ma najmłodszych emerytów w Europie. Aż 42, 9 proc. Polaków w wieku 50-69 lat to emeryci. Na dodatek wskaźniki aktywności zawodowej osób po 50-siątce sytuują nas na końcu europejskiego peletonu. Zaledwie 28 proc. Polaków powyżej 55-tego roku życia pracuje, gdy średnia europejska wynosi 43,5 proc. To jeden z efektów przemian gospodarczych, ale i pokutującej mentalności społecznej, która przyzwala na okpienie państwa, jego instytucji, współobywateli, pracodawców i czyni z tego cnotę.

Roszczeniowość, domaganie się przywilejów, pomysłowość wykazywana przy ubieganiu się o wcześniejsze świadczenia, nie budzą powszechnej dezaprobaty.
A szkoda. System transferów społecznych schronił bowiem, oprócz niezaprzeczalnie uprawnionych, również osoby nadzwyczaj operatywne, a często po prostu nieuczciwe. Blisko 26 proc. osób z III grupą inwalidzką oraz około 10 proc. z orzeczeniami o pełnej niezdolności do pracy pozostaje aktywnych na rynku pracy. Gospodarka i budżet państwa, ale także poszczególne gospodarstwa domowe potrzebują rąk do pracy. Emerytura, choć daje poczucie bezpieczeństwa, pozostaje w większości dość marnym świadczeniem. A już niebawem jej wysokość zależeć będzie od odłożonych składek. Polakom opłaci się więc pracować jak najdłużej. „Konwulsyjne” reakcje elit politycznych na zawirowania rynku pracy lat 90. nijak mają się do obecnej sytuacji polskiej gospodarki i deficytu kadr. Ich uporczywe podtrzymywanie świadczy o braku spójnej, przemyślanej polityki społecznej.

Działania osłonowe w postaci łatwych do zdobycia rent, wcześniejszych emerytur, świadczeń i zasiłków, od początku okresu transformacji miały za zadanie zamortyzować narastającą frustrację i ewentualne niepokoje społeczne.
Z założenia, były tymczasowe. Analiza Katarzyny Piętki (raport CASE „Kierunki niezbędnych zmian gospodarczych w Polsce”) potwierdza wzrost liczby osób zastępujących dochód z pracy transferami społecznymi w pierwszej połowie lat 90. o blisko 30 proc. Uprawnienia te zyskało wówczas 2,8 mln osób. Ten zabieg mści się teraz na gospodarce. Armia biernych zawodowo przeraża. Eksperci przestrzegają przed ekonomicznymi i społecznymi konsekwencjami łatwego przepływu osób w wieku produkcyjnym w sferę wypłat socjalnych: „O ile na początku transformacji uruchamianie procesów dezaktywizacji osób powyżej 50 roku życia wydawało się koniecznością ekonomiczną i społeczną, o tyle teraz utrzymanie aktywności starszych stało się wyzwaniem niezbędnym”, przypomina Michał Boni, znawca problemów rynku pracy, w opinii do raportu ARF „Rynek pracy a osoby bezrobotne 50 +: Bariery i szanse”. Lawinowo rosnącej skali świadczeń społecznych budżet długo nie wytrzyma. Transfery socjalne w dużym stopniu dezaktywizują osoby w wieku produkcyjnym. Przy wydłużającym się i jakościowo lepszym życiu, Polak spędza 1/3 jego część biernie zawodowo. A to początek zaklętego kręgu problemów społecznych i ekonomicznych.

Przewidywany jest rychły krach polityki wyłączania na obecną skalę ludzi aktywnych zawodowo.
Co czwarty emeryt zalicza się do grupy 55-59 lat. Pełni zawodowej potencji i sił witalnych ochoczo ewakuują się na, zachęcający bezpieczeństwem comiesięcznych wpływów, dryfujący już pokład pełny emerytów. ZUS sygnalizuje, że w 2025 roku może zabraknąć w jego kasie środków na wypłaty zobowiązań. Bez skutecznego ograniczenia przywilejów, finansom publicznym grozi zapaść. Rocznie na emerytury zakład wydaje 74,4 mld złotych. Wpływające do kasy składki pokrywają tę sumę zaledwie w 70 procentach. W 2006 r. dotacje na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych wyniosły 24,5 mld zł. Dziura łatana jest z kieszeni podatników. Wyliczono, że każdy podatnik wykłada na ten cel 1 250 zł rocznie. To efekt rysującej się coraz wyraźniej asymetrii między liczbą osób pracujących, a korzystających obecnie z efektów ich pracy. Eksperci FUS przewidują, że w ciągu najbliższych lat zajdzie konieczność dofinansowania Funduszu na kwotę co najmniej 152,9 mln zł. Szykuje się więc spektakularny kryzys obecnej polityki. Trwałość prowizorycznych - teraz mocno obciążających budżet, system ubezpieczeń, a przede wszystkim mentalność społeczną – rozwiązań rodzi kolejne zagrożenia. „Takie podejście to zwykłe marnotrawienie ludzkiego kapitału”, zauważa była minister, Grażyna Gęsicka.

Potencjał, znajomość miejsca pracy, wiedza i doświadczenie generacji „50+” są wyraźnie niedoszacowane.
Na rynku pracy nadal zbędne. Miliony Polaków znikają więc z rynku pracy, zamieniając karierę zawodową na status emeryta. Organizacje pracodawców alarmują, że dotychczas przybywało nam każdego roku prawie 100 tysięcy emerytów. Przypominają, że młodzi emeryci kosztują budżet państwa rocznie blisko 20 mld zł. A to suma równoznaczna z możliwością utworzenia około 200 tys. nowych miejsc pracy. Uwzględniając możliwości wytwarzania i liczbę pracujących w Polsce, duże natężenie zasiłków, świadczeń przedemerytalnych, wszelkich rekompensat i refundacji stanowi poważne obciążenie dla pracującej części społeczeństwa. Cóż, kiedy silną konkurencją dla promocji zatrudnienia i wydłużenia aktywności zawodowej jest wciąż aktualna oferta zabezpieczeń społecznych, w postaci stosunkowo łatwo osiągalnych rent, emerytur, zasiłków, co sprzyja ucieczce zdolnych do świadczenia pracy z rynku. Polityka dezaktywizacyjna zbiera żniwo.

Pracownicy w ostatniej fazie kariery zawodowej z trudem odnajdują się w obszarze wymogów współczesnego rynku i warsztatu pracy.
To grupa, która zdecydowanie nie jest pupilem służb zatrudnieniowych i pracodawców. Strony te nadal słabo angażują się w inwestowanie w „50 +”. Urzędy pracy raczej nie grzeszą nadmiarem specjalnie dla niej sprofilowanych usług, ofert i kursów. Pracodawcy wolą inwestować w młodość. „50 +” mają świadomość własnych niedoskonałości. 40 proc. utworzonych w latach 2004-06 miejsc pracy przeznaczonych było dla osób z wyższym wykształceniem. To w nowoczesnej gospodarce stały trend. Większość polskich „50 +” legitymuje się natomiast wykształceniem podstawowym lub zawodowym. To rodzi swoisty deficyt bezpieczeństwa. Z lęku przed wizją zwolnień, życia na zasiłku, obniżenia pozycji społecznej uciekają się więc do stosowania strategii obronnych. Z badań CBOS „Życie zawodowe Polaków” wynika, że co trzeci pracujący liczy się z możliwością utraty pracy, a 57,5 proc. przyznaje, że znalezienie nowej pracy sprawiłoby trudność. Te obawy rosną z wiekiem. Przywilej wcześniejszej emerytury ma więc zagwarantowane rzesze wiernych admiratorów i obrońców. Skłonność do wczesnego wycofywania się z życia zawodowego Polaków to nie tylko wina błędnej polityki państwa. Doświadczenie i dorobek zawodowy, wiedza o warsztacie nie są powszechnie cenione. Wskazuje się na nie w instytucjach zatrudnieniowych, jako na atuty pracownika bardzo rzadko, w granicach 1-10 proc. W cenie są młodość, dynamizm, kreatywność.

Wiek, choć nieoficjalnie, staje się często kryterium rekrutacyjnym.
Blisko połowa urzędów pracy potwierdza, że pracodawcy spośród kandydatów, wybierają młodszych. Pogłębia się przekonanie, że w tym względzie kierują się stereotypami. Pięćdziesięciolatkowie, którzy mogliby przekazywać młodszym tajniki zawodowego warsztatu, dobrej organizacji pracy, mistrzostwa, to generacja „po przejściach”, która przez pracodawców traktowana jest z dużą rezerwą. Ze zdrowiem kiepsko, z kondycją psychiczną nie najlepiej, doskwiera im bagaż życiowych i historycznych doświadczeń, kwalifikacje pozostawiają wiele do życzenia. To na rekrutacyjnym „wybiegu” dyskredytuje. W tej grupie pracowników dostrzega się głównie wady. Wytykają je zarówno przedsiębiorcy, jak i służby zatrudnieniowe. W ich opinii, od początku transformacji, pokolenie „50 +” nie przystaje do wymogów współczesnego rynku pracy. Nie umie obsługiwać komputerów i innych nowoczesnych urządzeń, słabo orientuje się w nowoczesnych technologiach, nie zna języków obcych, z trudem się uczy. Jest mniej mobilne, ma naganne PRL-owskie nawyki, bruzdy na twarzy, kłócące się z pożądanym obrazem młodej, witalnej, kreatywnej załogi. Na dodatek, wpajana w młodości zasada: „siedź w kącie, a znajdą cię” nie pozwala im odpowiednio zaprezentować się i przekłada się na brak wiary we własne siły, niską samoocenę i słabą inicjatywę. Nie ma co się dziwić pracodawcom, że nie są oni skorzy ani do zbyt nachalnego zatrzymywania w zakładzie pracowników będących u schyłku kariery zawodowej, ani tym bardziej do ich zatrudniania.

Z badań Akademii Rozwoju Filantropii wynika, że 40 proc. właścicieli firm wyraża swój niechętny stosunek do zatrudniania osób dojrzałych wiekiem. Jak zwykle na przeszkodzie stoją pokutujące w świadomości społecznej uprzedzenia, które w znacznym stopniu dezawuują wartość i doświadczenie tych osób. W Polsce odpowiedniego klimatu do wydłużania zawodowej aktywności i zatrudniania generacji „50 plus” po prostu nie ma. Niby analizy ekspertów, apele organizacji przedsiębiorców, sytuacja demograficzna powinny niesłychanie mobilizować ekipy rządzące do przeprowadzenia radykalnych reform, ale nie widać chętnych na wkroczenie na pole zaminowane nawykami, przywilejami i żądaniami partnerów społecznych. Obrońcy uprawnień mocno okopali się w swoim bastionie:

„Jesteśmy chyba jedynym krajem w galaktyce, w którym związki zawodowe walczą o to, by ludzie nie pracowali. We wszystkich innych walczą o pracę dla obywateli”, dziwił się na łamach „Rzeczpospolitej” S. Żelichowski.
Determinacja polityków w sprawie reform wyraźnie topnieje pod naporem jednoczących siły w obronie zdobytych uprawnień. Dlatego być może podejmowane inicjatywy wydają się niemrawe i niewystarczające. Ekspertów martwi brak szeroko zakrojonego planu działań. Oczekują kompleksowego programu aktywizacji „50 +”. Pierwsze jaskółki zmian, choć niewolne od wad, już się pojawiają. Na rządowy program „Solidarność pokoleń” przeznaczono kwotę 90 mln zł, ale służby zatrudnieniowe raczej nie mają pomysłu na efektywne ich wykorzystanie. W ramach projektu „50 PLUS”, urzędy pracy proponują doradztwo, kursy i szkolenia, ale ich skuteczność oceniana jest bardzo umiarkowanie. 68 proc. bezrobotnych po 50-siątce nie otrzymało w ciągu roku żadnej oferty pracy. Raport ARF ujawnia brak szczególnej aktywności urzędów w stosunku do badanej zbiorowości. 91 proc. „50 +” nie otrzymało z PUP propozycji udziału w szkoleniach. Są mało atrakcyjni, by w nich inwestować, szukać dla nich szans, zapełnić nimi lukę na rynku pracy? Podobna bierność cechuje pracodawców. Ci obawiają się złego stanu zdrowia osób po 50-siątce, ich zwiększonej absencji, nieprzystosowalności do wymogów i oczekiwań. Do dyskryminacji nikt się nie przyznaje, ale anonse zwykle zachęcają do pracy „w młodym, dynamicznym zespole”. Przy równorzędnych kwalifikacjach, 41 proc. firm i 45 proc. instytucji rynku pracy wybiera młodszych. Zdecydowanie brak jest rozpowszechnienia analizy korzyści z zatrudniania osób z bagażem zawodowych doświadczeń, przyzwyczajonych do etosu, mocno utożsamiających się ze swoją firmą. A pojawiające się tu i ówdzie programy mentoringu, pozwalające przekazać wiedzę o warsztacie i zakładzie w łańcuchu pokoleń, czy metody zarządzania wiekiem dopiero u nas raczkują.

Przedsiębiorcy nadal narzekają na zbyt małą paletę zachęt i ulg, skłaniających do zmiany preferencji zatrudnieniowych oraz brak dostatecznej popularyzacji zasad zarządzania wiekiem. Zapomnieli jakby, że starsi pracownicy w szeregach załogi, to miara trwałości firmy, jej stabilności. Każdej marce dodaje dostojnej patyny i zaufania partnerów oraz klientów. Propagatorzy idei aktywnego starzenia przekonują do pożytków płynących z zatrzymywania i zatrudniania doświadczonych pracowników. Prymat zatrudnienia nad transferami socjalnymi powinien przynieść konkretny wymiar ekonomiczny. Autorzy programu 50 PLUS przewidują ograniczenie dopłat budżetowych do wcześniejszych emerytur o blisko połowę. Odzyskanie z rynku dezaktywizacji 700 – 800 tys. osób, z tytułu wpływów z podatków może przynieść zysk 15 – 16 mld. To kusząca perspektywa redukcji kosztów systemu ubezpieczeń i ograniczenia dopłat, ale także szansa dla cierpiących na deficyt kadr i obawiających się wyhamowania rozwoju swoich firm przedsiębiorców. Dla zmiany ich nastawienia, zniwelowania podbudowanych uprzedzeniami obaw, zrozumienia konieczności przeformułowania polityki HR, rusza kampania „Zysk z dojrzałości”.

Bożena Borowska

 

 

 

 

 

 


   Felieton

    czytaj